top
Wszystkie kłamstwa w sprawie śmierci 30-latki w szpitalu w Pszczynie

Od kilku dni zalewani jesteśmy kłamstwem i manipulacjami na ogromną skalę. Sprawę śmierci – owszem, dramatycznej i bardzo przykrej – pojedynczej kobiety perfidnie wykorzystują do brudnej politycznej gry zwolennicy aborcji. Pora przyjrzeć się faktom i obnażyć kłamstwa w sprawie śmierci trzydziestolatki w pszczyńskim szpitalu.


Niestety, czasem tak się zdarza, że dramat jakiegoś człowieka ubierany jest przez bliskich tej osoby w wielką politykę lub, co gorsza, w ideologiczne manifesty. Zmarła niczego już nie sprostuje, nie opowie prawdziwego przebiegu wydarzeń. Bez względu na to, jaka była wola zmarłej 30-latki, a wiemy wszak, że nosiła pod sercem dziecko (22. tydzień ciąży), jesteśmy jej winni prawdę.


Kłamstwo nr 1: za tragedię winien jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego

 

Serwis wp.pl na każdym kroku sprzyja postulatom legalizacji aborcji. Widać to było dobitnie w październiku i listopadzie 2020 r., ale tematyka ta powraca tam regularnie. I tenże portal podał w rozbujanym emocjonalnie artykule pt. Pszczyna. Śmierć ciężarnej 30-latki. Pełnomocnik rodziny: Trzeba zmienić to nieludzkie prawo, że do tragedii pani Izy w szpitalu w Pszczynie doszło, gdyż lekarze bali się ratowania w porę życia pacjentki z uwagi na... przepisy antyaborcyjne po ich zmianie na mocy wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. Obiektywnie, mrożący efekt orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego jest niewątpliwy – to nie są słowa redaktora wp.pl, ale radcy prawnego Jolanty Budzowskiej, która reprezentuje rodzinę zmarłej pacjentki.


Słowa Budzowskiej, jak również niejasno brzmiące sygnały od rodziny zmarłej (redakcja wp.pl pisze, że „w wiadomościach pisanych ze szpitala 30-latka rzekomo wiązała postępowanie lekarzy z obowiązującymi po wyroku TK przepisami”) to niestety efekt skrajnej niewiedzy lub celowego kłamstwa. Dlaczego obstawiamy to drugie, wyjaśnimy poniżej.


Na razie skupmy się na obnażeniu kłamstwa. Wyrok Trybunału nie ma żadnego związku z tą sprawą. Dotyczył on uznania za niezgodną z Konstytucją RP przesłanki eugenicznej z ustawy z 7 stycznia 1993 r. i związanych z nią przepisów Kodeksu Karnego. Przesłanka ta dotyczyła tylko i wyłącznie wykonywania aborcji w przypadku gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. A więc nie dotyczyła kwestii, w których wchodzi w grę ratowanie życia lub zdrowia kobiety ciężarnej! To ostatnie – i to był przypadek śp. Pani Izy – jest regulowane art. 4a ust. 1 pkt wspomnianej ustawy, który mówi bardzo wyraźnie, że „przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej”. Lekarze ze szpitala w Pszczynie mieli zatem pełną paletę działania – nie tylko mogli, ale i powinni byli uczynić zgodnie z prawem wszystko, co możliwe, by kobieta nie zmarła.

Kłamstwo nr 2: słowa zaangażowanej ideologicznie radcy prawnej – pełnomocnika rodziny

 

Mec. Jolanta Budzowska nie występuje w tej sprawie jako podmiot w pełni obiektywny. Nie tylko posuwa się do kłamstwa, twierdząc, iż do śmierci pani Izy przyczynił się zeszłoroczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. Takie słowa przypisuje jej bowiem wspomniany wcześniej proaborcyjny portal wp.pl w kolejnym z serii artykułów na temat wydarzeń z Pszczyny zatytułowanym Pszczyna. Śmierć ciężarnej 30-latki. Przyjaciółka zmarłej zabrała głos.


Jej zaangażowanie w tę sprawę rodzi bowiem zasadne pytania o jej osobiste poglądy polityczne, które od dłuższego czasu upublicznia w mediach społecznościowych. Dlaczego mec. Budzowska twierdzi publicznie, że wydarzenia z Pszczyny powinny przyczynić się do zmiany prawa do życia w Polsce i legalizacji procederu aborcji na szerszą skalę? Czy reprezentując rodzinę w tej przykrej sprawie nie realizuje przy okazji agendy lobby proaborcyjnego w Polsce?










Powyższe screeny pochodzą z publicznego profilu Pani Mecenas na Facebooku. Czerwona błyskawica jest jednoznacznie kojarzona z postulatami skrajnego lobby proaborcyjnego. Dodajmy do tego jeszcze w połowie 2021 r. publiczne afiszowanie się z poparciem dla kojarzonego z lewicą i lobby LGBT ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara, a także publiczną deklarację sympatii dla stacji TVN24. Tworzy to obraz prawnika jednoznacznie zaangażowanego ideologicznie po stronie proaborcyjnego lobby i lewicowej rewolucyjnej agendy, bliskiej ugrupowaniom takim jak Lewica i Koalicja Obywatelska.

Kłamstwo nr 3 – słowa „przyjaciółki” śp. Pani Izy o czekaniu lekarzy

 

Nie wiemy, czy Ola Grzelska, którą cytuje portal wp.pl we wspomnianym wyżej tekście, była rzeczywiście przyjaciółką zmarłej, czy może dalszą znajomą. Wiemy natomiast, że ona także wykorzystuje tę przykrą śmierć do działań politycznych. W napisanym po angielsku facebookowym wpisie, który podchwyciła redakcja wp.pl, zamieściła ona obrazek z hasztagiem #AniJednejWięcej, który propaguje lobby proaborcyjne, próbujące wykorzystać śmierć pani Izy do propagowania dzieciobójstwa w Polsce. W samym wpisie podnosi ona, że:


Doctors decided to wait with the removal of the fetus until the baby's heart stopped beating. They were following the new anti-abortion law in Poland. Unfortunately, after less than 24 hours in the hospital, Iza also died of a septic shock...


Zatem rzekoma przyjaciółka zmarłej twierdzi, że lekarze czekali aż serce dziecka (podkreślmy: pisze o dziecku, a nie jakimś „płodzie”) przestanie bić. Wszystko wskazuje na to, że jest to kolejne kłamstwo. Mało tego, pisze dalej, że po niespełna 24 godzinach w szpitalu, Iza zmarła na skutek wstrząsu septycznego. Na odbiorcach może to stworzyć wrażenie, iż ktoś czekał 24 godziny, mając na oddziale umierającą kobietę. A dlaczego miał czekać? Ponieważ - jak pisze Grzelska - 
podążał", czyli w praktyce stosował nowe antyaborcyjne prawo w Polsce.


Fakty wskazują na to, że nie. Zdecydowanie nie. Brak związku z „nowym antyaborcyjnym prawem”, a właściwie z wyrokiem Trybunału, dobitnie wskazaliśmy powyżej. Ale cytowana osoba myli się też w sprawie samych okoliczności śmierci 30-latki. Owszem, taką bezpośrednią przyczynę śmierci potwierdzono we wszystkich źródłach, ale czy pośrednią przyczyną nie była zwłoka lekarzy? W świetle dowodów zebranych przez prokuraturę trudno w ogóle mówić o jakimkolwiek czekaniu.

Fakty ujawnione przez prokuraturę

 

Po pierwsze, pani Iza w momencie zgłoszenia się z dolegliwościami do lekarza ginekologa była w 22 tygodniu ciąży. Nosiła pod sercem rozwijające się dziecko. Dziecko, które nawet na ok. 18 tygodni przed przybliżonym właściwym terminem porodu, miałoby pewne szanse na przeżycie poza organizmem matki. No i przede wszystkim, życie zachowałaby matka. Wiele jest przypadków dzieci „wcześniaków” urodzonych w 22-23 tygodniu ciąży. W 2017 roku media na całym świecie obiegła historia Courtnej Sensrud (pisał o niej m.in. magazyn Focus), której dziecko zginęłoby, gdyby nie wywołany przedwcześnie poród. Ale przeżyło, rodząc się w przed końcem 21. tygodnia ciąży.


Czy zatem – wobec szybko pogarszającego się stanu zdrowia pani Izy – lekarze w Pszczynie nie mogli spróbować ocalić ich obojga poprzez przedterminowy poród? Prokuratura w Katowicach ujawniła, iż otrzymawszy skierowanie od ginekologa, kobieta udała się do szpitala następnego dnia rano. Dlaczego nie pojechała od razu? Tego póki co nie wiemy.


W szpitalu stwierdzono, że dziecko żyje. U pacjentki potwierdzono poziom CRP i zastosowano antybiotyk - przekazała prokurator Agnieszka Wichary. A więc poddano ją leczeniu przy pomocy metod zupełnie konwencjonalnych.


Minął kolejny dzień. I tu dochodzimy do momentu, gdy ujawniona zostaje sepsa. Wczesnym rankiem wykonano badanie USG, które wykazało, że dziecko nie żyje. Jak informuje prokuratura, od razu zapadła decyzja o przeprowadzeniu cesarskiego cięcia, ale w drodze na blok operacyjny kobieta zmarła. Zatem wszystko wskazuje na to, że personel medyczny chciał panią Izę ratować poprzez operację. Czy jednak mógł podjąć taką akcję wcześniej? Czy wskazywały na to badania z dnia poprzedniego i czy można było ją zdiagnozować czymkolwiek więcej? Na odpowiedzi na te pytania musimy zaczekać, bowiem trwają prace przy zleconych ekspertyzach próbek histopatologicznych i badań toksykologicznych. Na ten moment jednak w tej historii nie ma nawet śladu zawahania czy też wyczekiwania na czyjąkolwiek śmierć. Ten, kto tak twierdzi na podstawie dotychczasowych dowodów, mówi po prostu nieprawdę.


A teraz, Drogi Czytelniku, zastanów się nad motywacjami i racjami wszystkich tych krzykaczy, publikujących „pioruny” proaborcyjnego Strajku Kobiet oraz rzucających hasztagiem #AniJednejWięcej. Czy to naprawdę troska o kobiety w ciąży, czy może ideologiczna kampania na rzecz legalizacji zabijania niewinnych dzieci na życzenie? Wątpię, czy ktokolwiek z tych krzykaczy cokolwiek zrobił dla kobiet w ciąży. Prawdziwych bohaterów szukałbym wśród naukowców wdrażających nowoczesne metody leczenia dzieci w okresie prenatalnym oraz w domach samotnej matki i na dyżurach przy oknach życia. Oni nie potrzebują hasztagów dla atencji. 
 
W nowym komunikacie dla mediów dyrekcja szpitala powiatowego w Pszczynie ponowiła wyrazy współczucia wobec rodziny zmarłej 30-letniej Izy. Poinformowano ponadto, iż w wyniku wewnętrznej kontroli zawieszono umowy z dwoma lekarzami, którzy pełnili dyżur na zmianie, podczas której doszło do śmierci pacjentki.
Od kilku dni zalewani jesteśmy kłamstwem i manipulacjami na ogromną skalę. Sprawę śmierci – owszem, dramatycznej i bardzo przykrej – pojedynczej kobiety perfidnie wykorzystują do brudnej politycznej gry zwolennicy aborcji. Pora przyjrzeć się faktom i obnażyć kłamstwa w sprawie śmierci trzydziestolatki w pszczyńskim szpitalu.
Po latach aborcyjnego szału w Stanach Zjednoczonych, po przesuwaniu bariery wieku dziecka w łonie matki, w którym można go uśmiercić, pojawiają się iskierki nadziei. Czy doczekamy czasu, w którym w USA każde życie będzie miało szanse?
Jeśli ktoś umiera z głodu, a jego lęk odrzuca przedmiot tego głodu, jedzenie, wiemy, że osoba ta cierpi na zaburzenie (anorexia nervosa). Jeżeli ktoś nie potrafi współczuć, kiedy widzi osoby cierpiące, albo co gorsza odczuwa przyjemność płynącą z ich cierpienia, a jednocześnie staje się sentymentalny na widok porzuconego kotka, rozpoznajemy zaburzenie emocjonalne (psychopatia).
Wokół wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej funkcjonuje wiele niezgodnych z prawdą twierdzeń. W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy stwierdzające m.in., że wyrok ten rzekomo nie zmienia stanu prawnego w Polsce lub też, że wpływa na inne przesłanki dopuszczalności aborcji. Liczne wprowadzające w błąd informacje związane z tą sprawą mogą prowadzić do nacisków wobec lekarzy i władz szpitali, zmierzających do wymuszenia przeprowadzania aborcji na podstawie uchylonego przepisu. W związku z tym, Instytut Ordo Iuris przekazał do dyrekcji placówek medycznych memorandum mające na celu rozwianie wątpliwości interpretacyjnych dotyczących wyroku TK i jego skutków.
Jak podaje portal PCh24.pl w ostatnim czasie w Białym Domu odbył się szczyt dotyczący mediów społecznościowych, który po raz kolejny został przez lewicowe media nazwany „ekstremistycznym“ czy „pełnym hipokryzji i komicznym“. Co jednak tak bardzo ich poruszyło?
Dziennikarze portalu PCh24.pl, powołując się na artykuł  „Public Discourse” informują, że według medycznych ekspertów ze Stanów Zjednoczonych, aborcja nigdy nie jest konieczna dla ratowania życia matki. Oznacza to, że aborcja nie może być określana terminem „opieki zdrowotnej”. To zaś wytrąca z rąk lewicowych środowisk argument, który sprzyjał braku szacunku dla życia ludzkiego. Zabrano także głos w sprawie zabijania dzieci, które przeżyły nieudaną aborcję.
Finansowanie zabiegów in vitro z pieniędzy podatników, legalne zabijanie dzieci do 12 tygodnia ciąży, czy nachalna edukacja seksualna w szkołach – to tylko niektóre postulaty zawarte w tzw. „Konstytucji Kobiet” – ostrzega portal PCh24.pl. Szkodliwy dokument zaprezentowała we Wrocławiu Sylwia Spurek z partii „Wiosna”, której dowodzi homoseksualista Robert Biedroń.
Kompromitacja rządów AWS-UW, czyli ostatniej postsolidarnościowej koalicji, doprowadziła do przejęcia steru rządów ponownie przez partię postkomunistyczną. Wzmocniony Sojusz Lewicy Demokratycznej – już nie jako koalicja, ale jednorodna partia – tworzył rząd z Unią Pracy i Polskim Stronnictwem Ludowym. Ekipa Leszka Millera nie zdecydowała się w tym czasie na uczynienie ze sprawy aborcji swojego głównego postulatu politycznego.

W okresie rządów komunistycznych Polska dzieciobójstwem stała. Żeby było przyjemniej, nazywano je „przerywaniem ciąży” albo jeszcze bardziej absurdalnie – „skrobanką”. Rok 1989 i kolejne lata transformacji ustrojowej przyniosły istotne zmiany w zakresie ustawodawstwa aborcyjnego.